Roatan – i skarby Karaibow

Posta zamontował Cojak dnia 19.11.2008

Nastepnego dnia rano przeprawa promem z La Ceiba na wyspe Roatan. Na wszelki wypadek lykam tabletke by oszukac blednik. Ostatnie morskie doswiadczenia z nurkowania na Florydzie dobrze zapamietalem i wole ich uniknac.

Zmykam na Roatan żegnając stały ląd.

Zmykam na Roatan żegnając wzrokiem stały ląd.

Po ok 1,5h docieram do docelowego portu. W miedzyczasie podziwiam widoki oddalajacych sie gor na stalym ladzie i zardzewiale wraki statkow. Na wyspie sporo pieknych piaszczystych plaz z turkusowa woda. Jeszcze tylko 15 minutowa przeprawa TAXI na drugie wybrzeze do West End i kosztuje prawdziwe karaibskie klimaty. Knajpy na palach, bary w prawdziwie jamajskim stylu, piaszczyste plaze ale i rowniez niebezpieczne rafowe brzegi. Jest goraco, slonecznie pieknie i bajecznie. Chcialo by sie tu zostac przynajmniej kilka tygodni.

Niby złom ale piękny.

Niby złom ale piękny.

W tym samym dniu poznaje 2 grupki Polakow turystów i Polke Karoline, ktora prowadzi tutaj wraz z mezem Hondurenczykiem hotel  od 7 lat. Mowi, ze lubi ta prace a w zasadzie to czuje sie jakby byla caly czas na wakacjach. Takim to dobrze….ah

Zaprzyjazniam sie z mlodym malzenstwem, Monika i Darkiem mieszkajacymi na stale w Chicago, tzn. 10 miesięcy w roku gdyż reszte spedzaja w ciekawych miejscach naszego globu jak np. tutaj na Roatanie. Kilka dni wczesniej byli na Utili ale jednoglosnie stwierdzaja, ze Roatan oferuje wiecej i w ciekawszej formie. Zarowno pod wzgledem geograficznym jak i dla pletwonurkow. Tym ostatnim sa wyjatkowo zafascynowani i dzieki ich zachętom nastepnego dnia schodzimy pod wode 2 razy. (czekam na zdjęcia więc jeśli dotrą oczywiście je tutaj zamieszczę a na razie zapożyczone od innych turystów ze Szwecji zdjęcie poglądowe)

Rafy tworzą pionowe ściany do 40m i kilometry korytarzy wśród których nurkujemy za drugim razem.

Rafy tworzą pionowe ściany do 40m i kilometry korytarzy wśród których nurkujemy za drugim razem. Na nurkowania wypływaliśmy z ostatniej widocznej zatoki

Wrak

Wrak El Aquila leży na dnie, na głębokości 40m jednak jego górne pokłady są już 10m wyżej.

Grouper w wersji medium.

Na płytszych wodach widać pełną gamę kolorów koralowców i zamieszkujących je ryb.

Na płytszych wodach widać pełną gamę kolorów koralowców i zamieszkujących je ryb.

Moje drugie nurkowanie w tej czesci globu i od razu mila niespodzianka. Na 35 metrach lezy wrak El Aquila. Wspaniale przezycie. Dalej przeplywa stado ok 7 sztuk duzych Groupper’ow. Kazdy mierzy przynajmniej 1 metr dlugosci a masa ciala i uklad szczek wzbudzaja respekt. Nie spodziewalem sie zobaczyc podczas jednego nurkowania tylu znanych mi wcześniej z TV Discovery gatunkow ryb jak mureny, Parrot Blue Fish, rybka z kolcami (Najezka) oraz langust i krabów.

Zróżnicowanie i ilość raf w tym rejonie przyciąga w to miejsce nurków z całego świata. Dodatkowo ceny są chyba najniższe na świecie bo najtańsze oferty zaczynają się już od 18$ za jedno nurkowanie. Jeśli doliczymy do tego hotel za 8$ z łazienką i cenę przelotu z Madrytu do Cancun w Meksyku za 150€[sic!] to może się okazać, że Karaiby nie są wcale takie niedostępne. Jedno jest pewne, aklimatyzacja do strefy czasowej wymaga przynajmniej 2-3 dni więc na początek polecam nurkowanie nocne i przynajmniej 14 dniowu urlop by chociaż w części odkryć piękno tutejszych raf koralowych.

Niestety w życiu piękne są tylko chwile i czas pomyśleć o następnym miejscu na mapie jakim będzie tym razem Copan. Miejsce gdzie rozgrywano kiedyś mecze w pelotę, czyli pierwszą piłkę na świecie.

Bienvenidos a Honduras!

Posta zamontował Cojak dnia 18.11.2008

To juz 4 panstwo, ktore mam przyjemnosc odwiedzic ale pierwsze, do ktorego wkraczam juz sam, bez reszty kompanów. Jednym ze skutkow ubocznych podrozowania samemu jest zdanie sie na lokalesow lub turystow, ktorzy pomoga w utrwaleniu mojej osoby w wazniejszych miejscach na fotce. I jak widac doskonale na zdjeciu ponizej, woznica wiozacy moj plecak przez granice mial wyrazne problemy z kadrowaniem.

Kryptoreklama przy okazji. Trzeba jakoś finansować podróże przecież.

Kryptoreklama przy okazji. Trzeba jakoś finansować podróże przecież.

Jak juz zaczalem pisac o trybie solo, to druga dosc istotna sprawa jest korzystanie z WC w pelnym rynsztunku. Bo jak wiecie lub sie domyslacie, kraje ktore opisuje nie naleza do zbyt bezpiecznych a powierzanie bagazu obcej osobie nie jest najlepszym pomyslem. Tak wiec, wyprawa do pisuaru z dwoma plecakami jest niezbedna co wiaze sie z wesolymi i ciekawskimi spojrzaniami odwiedzajacych te miejsca ziomkow gdyz miejscami brakuje przestrzeni na ” w tyl zwrot”.

Poza tymi dwoma niedogodnosciami podrozowania samemu pozostale to juz tylko sama przyjemnosc. Wzrasta niesamowicie poziom odbierania otoczenia, tego co dzieje sie wokol. Ludzie widzac samotnego turyste sa bardziej ufni i otwarci. Zapraszaja do swoich domow, chetniej podejmuja rozmowe. Poza tym mozna w koncu robic tylko i wylacznie to na co ma sie w danym momencie ochote nie zwazajac na opinie i miny reszty wspoltowarzyczy. Chce nocowac w tanim czy drogim hotelu to nocuje, chce pic tanie piwo to go szukam i pije, itp.

Wracam jednak do meritum bo czasu jak zwykle malo.

Z Leon w Nikaragui mialem jechac autobusem o 6:00 do przejscia granicznego z Hondurasem w miescinie o nazwie Guasaule. Niestety z niewiadomego mi powodu (brak dostatecznej znajomosci hiszpanskiego) kierowca wyprosil grzecznie garstke pasazerow i wskazal na alternatywny transport do oddalonej o zaledwie 30km Chinandegi skad mialem dopiero zlapac transport do granicy. Jak grzeczny chlopak z mapa Nikaragui w reku i calym majdanem pobieglem do schoolbusa. Po godzinie dotarlem do w/w miasta skad zlapalem autobus do granicy. Trase okolo 70km autobus pokonal w niespelna 2h! Tak, takie sa tutaj wzniesienia. Dlugosc podrozy rekompensuja coraz to nowe piekne widoki gor i wulkanow. Czasami roslinnosc (iglaki podobne so naszych sosen) i uksztaltowanie terenu (prawie jak Niskie Tatry w Slowacji) przypomina mi rodzinne strony i wczesniej odwiedzane Tatry w POlsce i Slowacji. Brak jedynie sniegu na wysokosciach powyzej 2500m.n.p.m.

Tutaj mijany wulkan San Cristobal 1745m.

Tutaj mijany wulkan San Cristobal 1745m.

Pożegnalne spojrzenie rodowitej Nikaraguanki. Złote oprawki na przednich zębach to obecny szczyt mody.

Pożegnalne spojrzenie rodowitej Nikaraguanki. Złote oprawki na przednich zębach to obecny szczyt mody.

Granica jak granica, wiecej straganow, konikow biegajacych z plikami pieniedzy i wzniecajacymi kurz ciezarowek. Dzieki uprzejmosci mojego woznicy, ktory prowadzi mnie wprost do punktu odpraw, nie spedzam tutaj zbyt duzo czasu.

Taksówki graniczne wśród cinkciarzy z plikami pieniedzy.

Taksówki graniczne wśród cinkciarzy z plikami pieniedzy.

Udaje mi sie nawet zlapac wygodny autobus dalekobiezny, ktory jak sie pozniej okazalo jechal do samej stolicy – Tegucigalpy. Ja jednak pytalem o miasto Choluteca (ok 50km od granicy) skad mialem lapac dopiero wlasciwy transport do stolicy. Zdziwil mnie tez fakt, ze zaplacilem za bilet prawie 6$ co jak na taki krotki odcinek trasy jest mocna przesada. Szybko jednak zostalem wyprowadzony z bledu w momencie proby opuszczenia autokaru w CHolutece. Kierowca na poczatku byl bardzo zdziwiony dlaczego kaze mu otworzyc luk bagazowy w celu wypakowania plecaka. Mowil cos do mnie ze zdziwiona mina kilka razy ale niestety bez mojej wzajemnosci. Niechetnie otworzyl luk i podal mi moja mocille (plecak po hiszpansku). W ostatnim momencie gdy nadlatujacy taksowkarz zapytal czy chce jechac do stolicy, na moje tak, kierowce autobusu nagle olsnilo a potem mnie, jak zlapal moj plecak i z powrotem pakujac go do luku wypowiedzial magiczne slowo Tegucigalpa. Teraz juz wiedzialem, ze te 6$ nie zostalo wydane tylko za luksus ale za prawie 300km drogi jaka przebylem w nastepne 7h! W miedzyczasie w 1/3 trasy, wysoko w gorach na kretej drodze autobus stracil kawalek silnika a dokladnie glowicy, ktora rozleciala sie w kawalkach po asfalcie skropiona czarnym, dymiacym olejem. Szczescie jednak mnie nie opuszczalo i po okolo 30 minutach udalo sie zlapac inny, przejezdzajacy w tym samym kierunku autobus. Zrobila sie od razu kolejka do wejscia gdyz kazdemu zalezalo na dotarciu do celu. Niestety weszlo tylko 35! osob, gdyz tyle udalo sie wepchnac do juz pelnego autobusu. I tak w 87 osob jechalem do stolicy Hondurasu. Tlok stworzyl naturalne oparcie w ludziach i wbrew pozostalej do pokonania odleglosci czas minal szybko i ciekawie.

Przez prawie 1000km, przejechanych drogami Hondurasu, można podziwiać takie widoki.

Przez prawie 1000km, przejechanych drogami Hondurasu, można podziwiać takie widoki.

Do Tegucigalpy docieram jeszcze przed zmrokiem. Znajduje szybko hotel i lapiej taxi w celu szybkiego objazdu miasta i jego najciekawszych miejsc. Z opisow Lonely Planet, znajomego Ryska z Ustronia i innych backpackersow miastu nie warto poswiecac wiecej niz kilku godzin co i tez czynie jadac tylko do parkow i czesci starszych dzielnic polozonych na wzgorzach. Dzieki uksztaltowaniu terenu i zmrokowi rozposciera sie ladny widok tworzony przez setki lamp i swiatel polozonych nizej czesci miasta.

Zerwany asfalt i podmyte drogi to norma po porze deszczowej. Jeśli można mówić o niebezpieczeństwie w krajach środka to takie widoki się niewątpliwie do tego zaliczają.

Zerwany asfalt i podmyte drogi to norma po porze deszczowej. Jeśli można mówić o niebezpieczeństwie w krajach środka to takie widoki się niewątpliwie do tego zaliczają. (niestety zdjęcie zrobione z ok 2km stąd brak szczegółów. Czynny tylko jeden pas-wewnętrzny a w zasadzie jego pozostałość. Poniżej ekipa remontowa wzmacniająca urwisko, które lada moment może się obsunąć.

Place taksiscie 5$ za godzinna przejazdzke i wskakuje do baru, ktory jest tuz obok hotelu. Majac caly czas swiadomosc przebywania w obcym i badz co badz jednym z najniebezpieczniejszych miast swiata, rozgladam sie caly czas wokolo idac jednak pewnym, zdecydowanym krokiem. Kraty w barze przypominaja mi po raz kolejny o charakterze miejsca. Atmosfera jak i kliencji sa jednak duzo bardziej pozytywne od moich skojarzen co skutkuje pierwsza degustacja lokalnych piw Salva Vida i Imperial. Oczywiscie ja nie widze zadnej roznicy w przeciwienstwie do lokalnych wyznawcow jednego czy drugiego trunku. Nie zwazajac na przeciwnikow stanowczo stwierdzam wyzszosc Imperiala i dziekuje wszystkim za mila pogawedke w jezyku hiszpansko-migowym oczywiscie, choc juz z coraz wiekszym udzialem jezyka niz rak. To nastepny pozytywny aspekt podrozowania samemu.

Krótki odpoczynek w Parku La Concordia.

Krótki odpoczynek w Parku La Concordia.

Opisywany wcześniej bar czynny do 2AM, stąd pewnie te kraty.

Opisywany wcześniej bar czynny do 2AM, stąd pewnie te kraty.

Zapewne najdroższe apartamenty bo nad brzegiem rzeki.

Zapewne najdroższe apartamenty bo nad brzegiem rzeki.

Spanko i postanawiam skierowac sie na północny-wschod czyli na Karaiby a dokladnie do miejscowosci La Ceiba skad zdecyduje na ktora wyspe sie wybrac. Przewodniki bowiem opisuja 3 wyspy Utila, Roatan i Guanaja. Pierwsza reklamowana jako najtansza a co za tym idzie nastawiona na oszczednego turyste plecakowca. Roatan z kolei cieszy sie najlepsza opinia zarowno pod wzgledem krajobrazowym jak i otaczajaca go rafa koralowa. Guanaja, polozona najdalej na wschod wyspa nie oferuje nic wiecej od pozostalych.

Ale po kolei. Ze stolicy podobna sytuacja jak w Leon. Wstaje specjalnie o 5AM by przy sprzyjajacych warunkach zdazyc w LA Ceiba na prom na wyspe o 2PM. Niestety po przybyciu na terminal El Rey dowiaduje sie, ze autobus nie wyjedzie o 6 ale o 6:30 lub nawet 7:00!! Ostudzilo to moje zapaly dotarcia w tym samym dniu na wyspe i zmusilo do wprowadzenia korekty planu. Znajac juz panujace tutaj lokalne obyczaje zapodaje przed odjazdem zimnego hot-doga a raczej cold-doga czekajac na pierwszy postoj autobusu przy przydroznej restauracji. I nie zawiodlem sie juz po raz kolejny. Przerwa na siku i cieply obiadek lub co kto woli. Trzeba jednak pilnowac caly czas autokaru a najlepiej sledzic wzrokiem jego kierowce. Wtedy ma sie pewnosc, ze nie odjedzie tak jak to bylo w Kostaryce. Wtedy jednak bylem jeszcze z grupa, ktorej siedzaca wewnatrz czesc krzyczac na proawdzacego autobus zatrzymala go kilkaset metrow za parkingiem. To wystarczylo by nauczyc kazdego z nas czujnosci na przyszlosc.

A czego ten pan tak pilnuje? Pustych lodówek?

A czego ten pan tak pilnuje? Pustych lodówek?

Docieram do San Pedro Sula. 2 czy 3 najwiekszego miasta w Hondurasie. Najwiekszy jest niewatpliwie termianl autobusowy przypominajacy bardziej lotniczy. Wnetrza wykonane w nowoczesnym stylu z licznymi galeriami i sklepami. Nie brakuje jednak wykrzykujacych nazwy miast naganiaczy. Kupuje w pierwszej napotkanej kasie w moim kierunku bilet do La Ceiba. Miasteczka polozonego tuz nad brzegiem morza skad odplywaja promy na Utile i Roatan. Okazuje sie znow, ze autobus kursuje co druga zaznaczona godzine i mam kolejne 40 minut na pollo (kurczak) z ryzem i surowka. Do tego wszechobecna Coca-Cola i dziekuje.

Wycinek PKS-u w San Pedro Sula

Wycinek PKS-u w San Pedro Sula

O jedzenie w czasie podróży nie ma się co martwić. Na każdym postoju jest pełny wybór owoców, dań z kurczaka i napojów. Piękne to jest, na prawdę.

O jedzenie w czasie podróży nie ma się co martwić. Na każdym postoju jest pełny wybór owoców, dań z kurczaka i napojów. Piękne to jest, na prawdę.

Do La Ceiba docieram z godzinnym opoznienim gdyz kierowca zabieral po drodze wszystkich i ze wszystkim. Najdluzszy postoj wyniosl 20 minut. W tym czasie kilku murzynow wnioslo do srodka autobusu okolo 30 workow wielkosci naszych na ziemniaki 50kg. Drugie tyle ladowali do lukow bagazowych. Brakowalo mi tylko kur i swin w srodku do pelni szczescia. Te przynajmniej by cos „mowily”.

Nocuje w hotelu nad samym morzem, doslownie 10m od plazy. Znuzony calodniowa jazda udaje sie do atrakcyjnie wygladajacej nadbrzeznej restauracji. Prowadzi ja Honduraska wraz z mezem Amerykaninem. Poznajac moja narodowosc nie kryje zdziwienia i radosci, i przedstawia mnie swoim znajomym z USA. Krotkie intreview, znow sie dowiaduje o czyichs polskich korzeniach i siadamy do wspolnej kolacji. Na moje zyczenie dostaje rybe przyrzadzana na lokalny, karaibski sposob z sosem kokosowym. W koncu jestem nad morzem!

Uroki okresu poza sezonowego, cisza, plaża praktycznie na wyłączność i ta pogoda 25-30C!

Uroki okresu poza sezonowego, cisza, plaża praktycznie na wyłączność i ta pogoda 25-30C!

Dalsze godziny mijaja jeszcze ciekawiej. Kelnerki Jenny i Nivida, na wyrazna prosbe wlascicielki towarzysza mi przez kolejne 4h, ktore spedzamy na nauczaniu mnie j. hiszpanskiego. Lekcje na migi i na podstawie skojarzen znam jeszcze z Callana ale tutaj byly one okraszone dodatkowo swojskim, lokalnym klimatem. % przyswojonego materialu moge okreslic na ok 80 i jak dla mnie jest to najszybsza forma nauczenia sie obcego jezyka. Nie wiem co by bylo gdyby kelnerki byly kelnerami ale ta mysl jakos mnie specjalnie nie dreczy.

Podczas rozmowy z Amerykanami dowiaduje sie, ze na wyspie Roatan jeszcze kilka dni temu byly strajki z powodu gwaltownego wzrostu cen energii elektrycznej. Przez kilkadziesiat dni nie kursowal tam prom a turysci mieli ogromne problemy z wydostaniem sie z wyspy. To jednak nie powstrzymalo mnie od decyzji poplyniecia wlasnie na te wyspe opisywana jako jedna z najpiekniejszymi plazami na swiecie.

Leon (zawodowiec)

Posta zamontował Cojak dnia 10.11.2008

Wydawac by sie moglo, ze po Granadzie w Nikaragui juz nic ciekawszego nie da sie zobaczyc jesli chodzi o architekture. Nic bardziej mylnego. Po rzyjechaniu popoludniem do Loeon drugiego, najstarszego miasta w Ameryce znalzlem nocleg w hotelu CASA IVANA polecanym przez Lonley Planet jak rowniez przez Ryska z Ustronia, ktory mial okazje nocowac tutaj kilka miesiecy temu. Hotel niczym szczegolnym sie nie wyroznia na tle innych w Nikaragui a mila obsluga w postaci calej rodzinki przyczynia sie do pozostania w tym miejscu az 2 dni.

Wieczorem krotki rejs krajoznawczy z mapa i pyszny obiadek w restauracji za 3$. Gallopinto, czyli ryz z fasola, powoli zaczyna mi sie juz nudzic i zamawiam carne con papas fritas i ensalada, czyli miesko wolowe z frytkami z surowka. Do tego oczywiscie czarna herbata zaparzana w nigdy niedogotowanej wodzie.

Postanawiam wieczorem, ze nastepnego dnia wstane wczesniej, pojde do kosciola a potem pojade na oddalona o 40km plaze w Poneloya. Niestety jeszcze tego nie wiedzialem, ale moje moje plany diabli wzieli (nawet krzyz na Masaya nie pomogl jak widac) i zostalem w Leon z czego jestem niezmiernie zadowolony gdyz byla to zupelnie odmienna czesc mojej dotychczasowej wyprawy.

Wstaje o 6. Pakuje sprzet fotograficzny i zmykam cos zjesc. Niestety po kilku minutach poszukiwan udaje mi sie tylko znalezc budki z hot gogami i hamburgerami. Wrzucam szybko za 10 Cordoba jednego parowkowego, ktorego po 15 minutach popycham hamburgerem. To mi pozwala przetrwac do godzin poludniowych. W miedzyczasie odwiedzam 4 koscioly i biore we wszystkich udzial w nabozenstwach. moment kazania jest jednak dla mnie wyraznym sygnalem do opuszczenia budynku modlitwy. Najciekawszym doswiadczeniem okazuje sie goscina w Pierwszym Kosciele Baptystow w Leon. Trafiam akurat na poczatek mszy, ktora w nicvzym nie przypomina tej znanej z kosciola rzymsko-katolickiego. Ludzie na poczatku witaja sie sciskajac dlonie i przytulajac do siebie. Mnie tez w to wciagaja i po chwili znam juz prawie kazda z posrod 100-130 osob. Najwiekszym jednak zaskoczeniem dla mnie sa publiczne pozdrowienia dla mojej rodziny i osoby, ktore koncza sie owacjami na stojaco. Taki maly ale przyjemny szok przezylem polaczony ze wzruszeniem. Znajac juz moje imie i narodowosc zostalem zaproszony do srodka i zajalem miejsce w pierwszym rzedzie. Podekscytowany cala sytuacja zapomnialem o aparacie i zdjeciach ale uwiecznilem za to cale powitanie na tasmie kamery, ktorej nie wypuszczalem z reki nagrywajac caly czas spiewane przez wiernych piosnki. Bylo prawie jak z amerykanskich filmow tylko zdecydowanie mniej czarnych. Niestety spiewy i oklaski przerwalo przeciagajace sie kazanie i bylem zmuszony opuscic kosciol. Poza tym od rana jeszcze nic nie pilem a upal zaczyna byc coraz bardzioej odczuwalny. Bede mile wspominal te chwile a zwlaszcza to gorace i przyjacielskie przyjecie, ktorego prozno szukac w kosciolach katolickich.

Katedra przy glownym parku

Katedra przy glownym parku

Kolejny kosciol, tym razem od srodka

Kolejny kosciol, tym razem od srodka

i kolejny

i kolejny

ale tutaj to juz chamowa, z teatru zrobili kolejny kosciol, tym razem jehowa

ale tutaj to juz chamowa, z teatru zrobili kolejny kosciol, tym razem jehowa

Specjalnie dla Ciebie Adas zrobilem to zdjecie. A niech Ci sie tez lza w oku zakreci

Specjalnie dla Ciebie Adas zrobilem to zdjecie. A niech Ci sie tez lza w oku zakreci. Co prawda na antyk mi to nie wyglada ale znawca to jestes Ty.

A co tam, jeszcze jeden kosciol. Wszystkich nie zobaczylem bo msze byly za dlugie ale wierzcie mi, ze te kilkanascie budowli mozna zwiedzic z buta w ciagu, mysle, 2-3 godzin.

A co tam, jeszcze jeden kosciol. Wszystkich nie zobaczylem bo msze byly za dlugie ale wierzcie mi, ze te kilkanascie budowli mozna zwiedzic z buta w ciagu, mysle, 2-3 godzin.

Wlasnie, o wilku mowa a dokladnie o kosciolach bo to jak sie okazalo bylo moim jedynym, bo biekawym zajeciem przez cala niedziele.

Odwiedzam kolejny, nasz kosciol – dla niewtajemniczonych rzymsko-katolicki . Tym razem w chorze uczestniczy 2 latynosow z gitarami. Atmosfera jaka wszyscy znamyz z polskich kosciolow, czyli nuda i wciaz to samo – to po stronie prowadzacego. Jesli chodzi o wiernych wszyscy sie usmiechaja i z zaciekawieniem patrza na mnie a moze tylko na moja kamere. Na znak pokoju musze odlozyc sprzet by nadazyc z podawaniem dloni. Niestety na przytulanie sobie nie pozwolilem z niesmialosci do kobiet przede wszystkim. Znow chwile wzruszenia i pytanie – dlaczego nie moze byc tak u nas. Dlaczego moi rodacy patrza na mnie z pod byka jak wchodze spozniony na msze. Dlaczego po wyjsciu z koscioloa jeden drugiego jest w stanie skopac z powodu zastawienia wczesniej zaparkowanego samochodu. Pewnie dlatego, ze tutaj malo kto ma samochod…

W tym miejscu poeta Rigoberto Lopez Perez postrzelil smiertelnie Anastasio Somoze García owczesnego prezydenta Nikaragui, ktory wrzucal swoich najwiekszych opozycjonistow z helikoptera do krateru wulkanu Masaya.

W tym miejscu poeta Rigoberto Lopez Perez postrzelil smiertelnie Anastasio Somoze García owczesnego prezydenta Nikaragui, ktory wrzucal swoich najwiekszych opozycjonistow z helikoptera do krateru wulkanu Masaya.

Grafiki na budynkach o tematyce rewolucyjnej

Grafiki na budynkach o tematyce rewolucyjnej

Ciekawe czy tez znikna nieodwracalnie jak te nasze PRL-owskie

Ciekawe czy tez znikna nieodwracalnie jak te nasze PRL-owskie

A tak na powaznie to mimo odwiedzania roznych zakatkow Ameryki srodkowej od miast, dzungli, sklepow, ulic i dzielnic biedy nigdy nie spotkalem nieprzyjemnego wyrazu twarzy na moj wiodok nie mowiac o innych zagrozeniach, o ktorych na szczescie tylko slyszalem. Przemoc i bandytyzm sa w kazdym zakatku ziemi i wydaje mi sie, ze bardziej niebezpiecznie jest na dworcu centralnym w Warszawie niz w niejednej „niebezpiecznej” dzielnicy duzych miast Ameryki centralnej. Na prawde trudno jest w to uwierzyc ale nawet spotkany menel jest tutaj przyjacielsko nastawiony do obcego. Cieszy tez fakt, ze na slowo Polonia wszyscy reaguja z wielkim entuzjazmem czego nie da sie juz powiedziec o mieszkancach USA czy Niemiec. Jest jednak spory problem z rozszyfrowaniem narodowosci naszego papieza Jana Pawla II, ktorego doskonale wszyscy znaja i pamietaja o kazdej jego wizycie ale dziwia sie, na szczescie pozytywnie, ze byl on Polakiem.

Tak mi to wyglada na pewne podsumowanie rodzialu wiec niech takim zostanie. Z odwiedzonych do tej pory 3 krajow w tej czesci kontynentu musze napisac, ze najwieksze pozytywne wrazenie zrobila na mnie Nikaragua. Trudno tutaj wymieniac poszczegolne czynniki, ktore spowodowaly taka reakcje. Zarowno w Panamie jak i w Kostaryce ludzie sa bardzo mili i uprzejmi choc Nikaraguanczycy wydaja sie bardziej otwarci, chetni do rozmowy nawet mimo barier jezykowych. Kostaryka to przereklamowany kraj i pewnie dlatego mi sie najmniej z nich podoba. Byc moze bylo to kwestia nastawienia i oczekiwan, ktore sa dla kazdego inne.

Tak sie tutaj mieszka.

Tak sie tutaj mieszka.

i tak

i tak

ale tez i tak

ale tez i tak

Tymi wietrzejacymi pustakami z gliny Cejrowski pewnie by sie bardzo zachwycal.

Tymi wietrzejacymi pustakami z gliny Cejrowski pewnie by sie bardzo zachwycal.

Co do walorow estetycznych to wiedzie prym Kostaryka, zarowno w miastach jak i na wsiach widac wiekszy porzadek wokol domostw, mniej smieci na ulicach. Widac, ze kraj mocno postawil na turystyke. Ilosc sklepow z pamiatkami, bogata oferta rozrywek i sportow przyczynia sie do najwiekszej liczby gringos przyjezdzajacych do centrum Ameryki.

Nie byl bym soba gdybym nie zachaczyl watku kobiecego. Dzisiaj nawet zona zadala mi pytanie z tej tematyki. Otoz powiem tym razem krotko. Najladniejsze latynoski widzialem w Kostaryce i Nikaragui. Jesli chodzi o ilosc to ten drugi kraj przoduje. W Panamie natomiast 80% kobiet po 18 roku zycia rozrasta sie do rozmiarow XXXXL zwlaszcza od bioder w dol. Co kraj to obyczaj i byc moze robia to dla swoich polowek ale jak dla mnie, Europejczyka takie widoki nie sa zbyt apetyczne.

Jedzenie rowniez zmierza ku lepszemu. Znaczy sie im dalej na polnoc tym smaczniej. Zwlaszcza w dzisiejszej targowej restauracji gdzie zafundowalem sobie caly obiad z hugo naturalesem za cale 50 Cordoba (2,5$). Niestety bezposrednio wyciskane z owocow soki sa jak na razie rzadkoscia i do tej pory pilem je tylko 2 razy w San Isidro w Kostaryce i na targu w San Jorge w Nikaragui. Licze, ze przynajmniej w Gwatemali opije sie ich wielkimi ilosciami. Nie ma co jednak narzekac na ilosci owocow. I znow punkt dla Nikaragui za ceny. Ananas kosztuje tutaj 0.50$, babany 0.15$, itp. Jablka najdrozsze. Widzialem tez truskawki ale w listopadzie jakos nie mialem apetutu na ten rodzaj owoca. Bylbym zapomnial, gallopinto, o kotrym juz wczesniej pisalem to chyba nieodlaczna przystawka kazdego dania w odwiedzonych krajach. Jest to dla przypomnienia ryz z czerwona fasola. Mowia, ze jak sie jest glodnym to wszystko smakuje ale powoli zaczynam odstawiac ten specyfik ze swojej diety. Ryb jest sporo ale nie we wszystkich restauracjach i barach. Sa drozsze od kurczaka a trzeba wiedziec, ze wszystkie jadlodajnie sluza przede wszystkim lokalnym mieszkancom stad niskie ceny. Paradoksalnie w knajpie mozna kupic taniej piwo czy zjesc dany produkt niz kupic to samo w supermercado, tutejszych sklepach spozywczych przypominajacych nasze male sieci. O prawdziwym bochenku chleba mozna zapomniec. Zolty ser osiaga ceny nawet 80 zl/kg !!! nad czym, jako koneser tego przetworu mlecznego, powinienem ubolewac ale na szczescie nie jestem w stanie przejesc wszystkich tutejszych specyfikow. No dobra, zglodnialem i koncze ten temat. Przypomnial mi sie wlasnie bialy swojski serek ze smietanka, do tego bulka z maslem, pomidorem i cebulka. Wszystko delikatnie posypane czarnym pieprzem i sola. Do popicia gorace kakao i 22C w cieniu. A normalnie nie narzekam co widac chyba na ostatnim zdjeciu z wulkanu.

Tradycyjna nikaraguanska kuchnia wraz ze stolowka

Tradycyjna nikaraguanska kuchnia wraz ze stolowka

Na obrzezach miasta tetni zycie od samego rana. Tutaj w nowoczesnych polietylenowych opakowaniach rozne przyprawy.

Na obrzezach miasta tetni zycie od samego rana. Tutaj w nowoczesnych polietylenowych opakowaniach rozne przyprawy.

Hmmm, a tutaj mialy byc banany a jest sprzedawczyni. Tez apetyczna.

Hmmm, a tutaj mialy byc banany a jest sprzedawczyni. Tez apetyczna.

Jak one to robia? Obiecuje, ze w nastepnym kraju pocwicze i zademonstruje.

Jak one to robia? Obiecuje, ze w nastepnym kraju pocwicze i zademonstruje.

Zmykam z rana do Hondurasu przez malo uczeszczane przejscie w miejscowosci Guasaule. Wybralem taka wersje z czystego lenistwa bo mam bezposredni autobus o 6 z rana i bede mogl sobie pospac przez prawie 3h jazde. Jesli tylko kierowca nie popije po ciszy wyborczej to jutro, tj. poniedzialek o 4pm Waszego czasu lokalnego powinienem byc juz w 4 kraju mojej wyprawy.

Masaya – brama do piekiel

Posta zamontował Cojak dnia 10.11.2008

Masaya to nazwa wulkanu oraz miasta lezacego u jego podloza. Jest to jedyny czynny wulkan w Nikaragui jednak do ostatniej erupcji doszlo w 1772 roku a obecnie wydobywaja sie z niego opary gazow. Przebywanie w poblizu wiecej niz 30 minut moze wywolac nudnosci i bole glowy. Po dotarciu w to mijsce pierwszych Hiszpanow okreslono to miejsce jako brame piekiel. Nastepny epizod jaki zanotowano to postawienie krzyza przez ojca Francisco by zatorowac droge szatanowi. Dzisiaj jest tez na gorze parking z informacja dla kierowcow by parkowac zawsze tylem do krateru. Dlaczego? Domyslcie sie.

Dym ma jak widac lekko niebieskawe zabarwienie

Dym ma jak widac lekko niebieskawe zabarwienie

Do wejscia do parku docieram busem z Masaya. Wszyscy sie znow usmiechaja na wiesc, ze przybyl ktos z Polonii. Czynie szybki wpis do ksiegi gosci i prubuje znalezc na poprzednich stronach polskie nazwiska. Niestety po przewertowaniu kulku tygodni wstecz najczestszym panstwem po Nikaragui jest Alemania. I tutaj potwierdzily by sie slowa jednego z pasazerow o najwiecej podruzujacym narodzie.

Na wulkan docieram o wlasnych nogach co zabiera mi spokojnie 1,5h. W miedzyczasie rozmawiam w jezyku hiszpansko-migowym ze straznikami parku. Niestety nie wypatrzyli dla mnie zadnej iguany, ktore zamieszkuja otaczajace wulkan lawy. Tlumacza, ze to wszystko przez pogode, ktora dzisiaj wyciska ze mnie wszystkie poty, ktorych koszulka nie jest juz w stanie przyjmowac. Dla iguan niestety brakuje silnego slonca i bezchmurnego nieba.

A jakby tak skoki na bungee tutaj zorganizowac??

A jakby tak skoki na bungee tutaj zorganizowac??

Po zblizeniu sie do zbocza czuc drapiacy juz w nozdrzach dym. Zapach mozna porownac do panujacej atmosfery w pracowni chemicznej, w ktorej przeprowadzane sa aktualnie doswiadczenia. Zaciagam sie kilka razy by miec co wspominac i wybieram sie na wedrowke wokol gardzieli. Widocznosc w tym dniu okreslam na 4+ wiec jest co podziwiac. W poblizu jest jeszcze 5 kraterow, ktore obrosniete drzewami i trawa tworza malownicze krajobrazy.

Koszulka wazyla dodatkowe kilka kg wiec musialem sie jej pozbyc. recznik z mikrofibry w tym przypadku podolal zadaniu.

Koszulka wazyla dodatkowe kilka kg wiec musialem sie jej pozbyc. Recznik z mikrofibry w tym przypadku podolal zadaniu.

Widoki sa na prawde ciekawe. Pierwszy raz w zyciu mam okazje stapac po czynnym wulkanie. to uczucie prawie jak spacer po duzym wielorybie z bajki. trzeba to przezyc osobiscie by odczuc pelnie wrazen. Schodze niechetnie w dol wykrecajac przedtem swoja polowke. Upal i wilgotnosc robia swoje. Przynajmniej wiem, ze zaplacilem rowniez za saune.

Na granicy z pieklem. Powinni je pokazywac dzieciom na lekcjach religii.

Na granicy z pieklem. Powinni to miejsce pokazywac dzieciom na lekcjach religii.

Lapie busa do stolicy, Managui, w ktorem powinienem sie znalexc do 20 minut.

Managua – stolica Nikaragui

Posta zamontował Cojak dnia 10.11.2008

Ani w przewodniku ani w Internecie nie doczytalem sie o wiekszych atrakacjach dla zwiedzajacych to miasto turystach. Dlatego postanawiam juz wczesniej potraktowac go jako punkt transferu do Leon, kolejnego miasteczka w stylu kolonialnym. By jednak ugasic wasza ciekawosc wrzucam 2 z 3 zdjec zrobionych w tym miescie.

By dostac sie na drugi terminal wynajmuje za 50 Cordoba ok 2,5$ taxi skad moge bezpiecznie fotografowac. Niestety dystans jest dosc krotki a poza tym nie ma nic ciekawego. Tutaj zlapana w ostatniej chwili sylwetka Jezusa w srodku ronda.

By dostac sie na drugi terminal wynajmuje za 50 Cordoba ok 2,5$ taxi skad moge bezpiecznie fotografowac. Niestety dystans jest dosc krotki a poza tym nie ma nic ciekawego. Tutaj zlapana w ostatniej chwili sylwetka Jezusa w srodku ronda.

Widoki jak z San Jose w Kostaryce tylko mury i ploty wyzsze o 1/3. Czyzby tutaj mieszkancy mieli wiekszy zwrost? A tak na powaznie to wszedzie kraty, drut kolczasty i 3m mury.

Widoki jak z San Jose w Kostaryce tylko mury i ploty wyzsze o 1/3. Czyzby tutaj mieszkancy mieli wiekszy zwrost? A tak na powaznie to wszedzie kraty, drut kolczasty i 3m mury.

Granada

Posta zamontował Cojak dnia 9.11.2008

Nie bede sie tutaj specjalnie rozpisywal o tym miescie. Warto jednak wspomniec, ze jest ono jednym z najstarszych w Ameryce. Pomijam oczywiscie kultury Majow, Aztekow i Inkow ktorzy budowali tutaj „troche” wczesniej, wiecej i wyzej.

Po wjechaniu do Granady wyczuwa sie od razu wplywy europejskie. Widoki niczym z Wenecji, Krakowa czy Bornholmu w zaleznosci od dzielnicy i punktu patrzenia. Rynek, stare kamienice ale i rowniez biedota, ktorej w europejskich stolicach kultury nie widac. Mozna sie zatrzmac myslami i wyobrazic pierwszych bialych stawiajacych prawie 500 lat temu tutejsze zabudowania. Oczywiscie wiekszosc zostalo zniszczonych w wyniku erupcji wulkanu ale jest kilka ocalalych budowli. Odsylam po lekture do Wikipedii i Google.

Z widokiem na morze byly tansze

Krajobraz zmienia sie w zaleznosci od punktu patrzenia.

Krajobraz zmienia sie w zaleznosci od punktu patrzenia.

Zycie ulicy o poranku. Ustawione tiry do mlyna, ktory udaje mi sie niespodziewanie zwiedzic gdyz przede mna 3 gringos z USA dostalo odmowe. Juz nie pierwszy raz spotykam sie z dobrym traktowaniem Polakow. To mile i daje powody do dumy.

Zycie ulicy o poranku. Ustawione tiry do mlyna, ktory udaje mi sie niespodziewanie zwiedzic gdyz przede mna 3 gringos z USA dostalo odmowe. Juz nie pierwszy raz spotykam sie z dobrym traktowaniem Polakow. To mile i daje powody do dumy.

Tutaj kazdy szanujacy sie mezczyzna posiada swojego koguta, o ktorym zawsze rozmawia powaznie i dumnie. Bron boze jakby ktos chcial podwazyc umiejetnosci jego wychowanka.

Tutaj kazdy szanujacy sie mezczyzna posiada swojego koguta, o ktorym zawsze rozmawia powaznie i dumnie. Bron boze jakby ktos chcial podwazyc umiejetnosci jego wychowanka.

Zaprzyjazniam sie z jednym mieszkancem pobliskich slamsow. Z pewna niesmialoscia zdazam w ich kierunku. Od razu czuc swojskie klimaty. Walki kogutow sa tutaj bardzo poularna rozrywka. Nie ma sie czemu dziwic gdyz w koncu hodowla kogutow jest nieporownywalnie tansza od hodowli koni czy chartow. Po wypiciu koli z domowej lodowki dostaje zaproszenie na walki. Niestety mnie w tym czasie juz nie bedzie w miescie i dziekuje wlascicielowi championa za uprzejmosc.

Nie omieszkalem rowniez pomoc gospodyni w opieraniu tutejszej juki. Przerazila mnie jednak jej ilosc i po wyczyszczeniu kilku sztuk zajalem sie dokumentacja ich miejsca zamieszkania.

Zeby nie bylo, ze w domu nie obieram ziemniakow...

Zeby nie bylo, ze w domu nie obieram ziemniakow...

Sluszalem, ze w domach trzymano inwentarz ale zeby az do dzis?

Sluszalem, ze w domach trzymano inwentarz ale zeby az do dzis?

Zeby babcia nie mowila, ze nie chodze do kosciola

Zeby babcia nie mowila, ze nie chodze do kosciola

Serce jak dzwon

Serce jak dzwon

W Ameryce centralnej zwiazki zawiazuja sie dosc wczesnie i widac nawet 14 letnie mamy.

W Ameryce centralnej zwiazki zawiazuja sie dosc wczesnie i widac nawet 14 letnie mamy.

Do niedzieli wlacznie w Nikatagui bedzie trwala prohibicja z powodu trwajacych wyborow.

Do niedzieli wlacznie w Nikatagui bedzie trwala prohibicja z powodu trwajacych wyborow.

Mimo widocznej biedy ludzie sa szczesliwi. Oczywiscie narzekaja czasem ale ich dzien pracy nie zajmuje wiecej niz 5h. Wszedzie gdzie zagladalem bujaja sie na swoich fotelach przy otwartych drzwiach swoich domostw.

Mimo widocznej biedy ludzie sa szczesliwi. Oczywiscie narzekaja czasem ale ich dzien pracy nie zajmuje wiecej niz 5h. Wszedzie gdzie zagladalem bujaja sie na swoich fotelach przy otwartych drzwiach swoich domostw.

Dzieciaki walcza o najlepsze meijsce w kadrze. Sa mile i zawsze sie usmiechaja. W Nikaragui nie spotkalem zadnej zebrzacej istotki.

Dzieciaki walcza o najlepsze meijsce w kadrze. Sa mile i zawsze sie usmiechaja. W Nikaragui nie spotkalem zadnej zebrzacej istotki mimo panujacej tam biedy.

Musze niestety zmienic charakter opisow na nieco krotsze gdyz zabieraja one mnostwo czasu. tutejsze kawiarenki internetowewystepuja w duzych ilosciach ale sprzet pochodzi czasem sprzed 5 lat i wiecej. Postaram sie wiec wrzucac wiecej zdjec z opisami a historie pewnie opowiem jak worce.

Ometepe – wyspa 2 wulkanow

Posta zamontował Cojak dnia 9.11.2008

Wyspy lezace na jeziorze Nikaragua powstaly w wyniku erupcji 2 wulkanow. Docieram tam wraz z druga czescia grupy gdyz emeryci dotarli tutaj dzien wczesniej tracac okazje zakosztowania wakacyjnych klimatow San Juan Del Sur. Do wyspy mozna dostac sie jedynie promami, ktore kursuja kilka razy dziennie ze stalego ladu. Podroz trwa okolo 1,5h wiec jest czas na odpoczynek. Tak kochani, odpoczynek gdyz ciagle przemieszczanie sie jest na dluzsza mete meczace.

Niestety pogoda nie pozwolila na zrobienie ladnych zdjec.

Niestety pogoda nie pozwolila na zrobienie ladnych zdjec.

Najwieksza bolaczka jest jednak brak czasu na wykonanie prania we wlasnym zakresie gdyz panujaca tutaj duza wilgotnosc nie pozwala na wysuszenie go nawet przez 2 dni. Dlatego najlepsza metoda prasowania i suszenia jest zakladanie mokrej bielizny od razu na cialo. Sprawdzona metoda pozwala zminimalizowac ilosc potrzebnej bielizny. Moj plecak zawiera 6 par skarpet (4 jeszcze nie zdazylem wlozyc), 8 par koszulek (tutaj akurat sie przydaly wszystkie), 2 pary spodni dlugich, 3 pary krotkich z czego jedne sluza jako pizama. Do tego mamy jeden polar, pelerynka, bluza z dlugim rekawem i 5 par majtek i 2 kapielowek. Obecnie tez posiadam jedna pare butow i japonki, ktore musialem kupic z powodu utraty jednego sandala na drugim raftingu. Drugiego zostawilem na brzegu rzeki gdzie go zakonczylismy, byc moze ktos kiedys sobie je doparuje.

Wracam jednak do tematu przewodniego. Wyspy tetnia zyciem. Trafiam na kolejny wiec wyborczy co obrazuej sie wielka feta, milionem pojazdow z pasazerami i muzyka. U nas nawet na 1-maja ludzie sie tak nie bawili. Wszyscy machaja rekami i choragiewkami. Wieczorem, wspolnie z pozostala czescia penetratorow i grupa penetratorek urzadzamy mila kolacje gdzie motywem przewodnim jest „Jan Wedrownik” w ilosci 8 litrowych butelek. Do tego Cola i bawimy sie do 1 w nocy. Jedni wjezdzaja noca na rowerach do jeziora gdzie najdluzszy dystans pokonuje Zbynek zgarniajac uskladane przez nas 40$ a drudzy pakuja rowery na dach stojacego obok busa. Nastepnego dnia podliczamy wydatki. Koszt imprezy wyniosl 15$ od osoby co jest mniej wiecej 1/5 kosztow ktore ponieslibysmy w naszej ojczyznie. Tak tu sie zyje kochani rodacy. Mimo wysokiego kursu $ ceny dla Polakow nie sa wygorowane. Trudno wydac powyzej 20$ dziennie za nocleg i wyzywienie. Wypozyczenie skutera na caly dzien kosztuje np. 20$ + 0,80$ za 1 litr paliwa. Nastepnego dnia opuszczamy wyspe jeszcze w komplecie.

Moj hotel a raczej pokoj. Wejscie bezproblemowe bo bezposrednio z ulicy. Wyskoczenie po cokolwiek do picia czy jedzenia nie zajmuje wiecej niz 15 sekund. Tutaj wiedza jak sobie ulatwic zycie.

Moj hotel a raczej pokoj. Wejscie bezproblemowe bo bezposrednio z ulicy. Wyskoczenie po cokolwiek do picia czy jedzenia nie zajmuje wiecej niz 15 sekund. Tutaj wiedza jak sobie ulatwic zycie.

Przeprawa promem pozwala na kilka minut odpoczynku i snu. Jedynie Marko nie morze zasnac i co rusz wkleja swoje czeste docinki. Widac, ze kac dokucza i trzeba sie na kims powyzywac.

Wejscie na statek. Z powodu wysokiego pozomu wody w jeziorze musialo zostac usiane workami z piaskiem.

Wejscie na statek. Z powodu wysokiego pozomu wody w jeziorze musialo zostac usiane workami z piaskiem.

Docieramy do portu a stamtad juz 80km taksowkami do Granady. 7$ to akceptowalna jak na te strony cena. Niestety jadac w pojedynke rachynek by wyniosl 25$ bo tyle chcial taxista.

Wlasciciel portowego baru. Nad drzwiami wizerunek papieza, ktory byl w Nikaragui az 2 razy. Nie wiem czy ktos zauwazyl ale bar oferuje rowniez papier toaletowy w duzych ilosciach.

Wlasciciel portowego baru. Nad drzwiami wizerunek papieza, ktory byl w Nikaragui az 2 razy. Nie wiem czy ktos zauwazyl ale bar oferuje rowniez papier toaletowy w duzych ilosciach.

A mowia, ze malpy strasza tylko w Honolulu. Tutaj przywiazane na lancuchach do drzewa w porcie.

A mowia, ze malpy strasza tylko w Honolulu. Tutaj przywiazane na lancuchach do drzewa w porcie zajadaja sie resztkami mojego obiadu.

Dowoza nas do parku centralnego gdzie podejmuje decyzje o definitywnym odlaczeniu sie od grupy emerytow, bo tak nazwali ich trole, czyli 2 grupa, do ktorej rowniez nie dostalem oficjalnego zaproszenia. Dlatego nie pozostalo mi nic innego jak udac sie w samotny spacer w poszukiwaniu noclegu. Po kilkunastu minutach spokojnych poszukiwan z lokalna mapa i przewodnikiem docieram do hotelu, gdzie dostaje pokoj z pieknym tarasem i ladnym widokiem na dachy pobliskich zabudowan.

Wieczorem krotki rekonesans po miescie. Spotykam w drodze powrotnej grupe lekko strutych penetratorek. Podobno zaszkodzilo im jakies jedzenie z wyjatkiem Zgagi – dziewczyny terminator, ktorej nic nie jest w stanie zlamac. Wracam grzecznie do hotelu by nastepnego dnia udac sie na zwiedzanie Granady.

Nicaragua

Posta zamontował Cojak dnia 5.11.2008

W nowym skladzie: Lukas, Inka, Pablos, Olo i ja jedziemy na granice z Nikaragua. Reszta emerytow postanowila zostac jeszcze jeden dzien w Kostaryce w miejscowosci El Coco, ktora okazala sie dla nas kolejnym, przereklamowanym miejscem turystycznym. Nieciekawa plaza, miasteczko naszpikowane straganami z suwenirami. Kilka restauracyjek, fast food’ow, bankomat i masa hoteli po 10-15$ za osobe.

W godzinach poludniowych przekraczamy granice Kostaryki z Nikaragua w miejscowosci Penas Blancas. Standardowo na granicach miedzy panstwami ameryki srodkowej panuje wszechobecny haos. Dodatkowo roznosza sie tumany kurzu od przejezdzajacych tedy dziesiatek ciezarowek. Placimy po 7$ za glowe i wymieniamy $$ na tutejsze Cordoba. Znow trzeba sie bedzie przestawic na inny mnoznik. 1$=19,53 Cordoba podczas gdy w Kostaryce 1$=550 Colon.

Zadowoleni z wygodnego srodka transportu w drodze do San Juan Del Sur

Zadowoleni z wygodnego srodka transportu w drodze do San Juan Del Sur

Lapiemy taksowke gdyz autobusy maja juz dzisiaj wolne. Targujemy sie naszymi metodami i zbijamy cene z 60$ do 15$ za auto. Podchodzac do auta troche niedowierzam, ze 5 roslych chlopa zmiesci sie do auta i bedzie w stanie sie nim dalej sprawnie poruszac. Uspakaja mnie jednak Lukas tlumaczac, ze w Pakistanie na przednim fotelu zmiescila by sie jeszcze jedna osoba. Docieramy po ok 40 minutach do pieknie polozonej miejscowosci San Huan Del Sur.

Tak nas przywitala miescinka

Tak nas przywitala miescinka

Wita nas ona przepieknym zachodem slonca, ktory udaje mi sie uchwycic w jego ostatnim momencie. Slonce zachodzi tutaj doslownie w 3 minuty. San Juan Del Sur to typowa wioska dla surferow, ktorych jest tu dosc sporo o tej porze roku momo okresu miedzysezonowego.

Zycie miasta

Zycie miasta

Dla nas, bialasow, pogoda jest wystarczajaca bo powyzej 30C w cieniu. Na otaczajacych zatoke wzgorzach widac luksusowe apartamenty. W miescie jest mnostwo hoteli klasy turystycznej, ktorych cena za osobe nie przekracza 5$. Po kilkudziesieciu minutach wybieramy najbardziej nam odpowiadajacy. Pokoje z lazienkami, w miare czysto jak na tutejsze wymagania. Hospedaje Don Wilfredo, tak nazywa sie nasze nowe lokum.

Mylace fronty hoteli kryja w srodku odmienne od naszych standardy

Mylace fronty hoteli kryja w srodku odmienne od naszych standardy

Aneks kuchenny, w ktorym przygotowuje sobie pierwsze sniadanko po przyjezdzie

Aneks kuchenny, w ktorym przygotowuje sobie pierwsze sniadanko po przyjezdzie

Z racji iz kazdy z nas ma inne zmysly percepcji postanawiam sie jak zwykle oderwac od reszty. Wypozyczam rower i jade w kierunku jednej z tutejszych plaz dla surferow. Skrecam w boczna droge nawigujac wg slonca gdzie konczy sie asfalt. Okolica na pozor spokojna, domostwa lokalnych mieszkancow tetnia zyciem.

Dzieciaki same prosily sie do obiektywu

Dzieciaki same prosily sie do obiektywu

Toczy sie prawdziwe zycie na wsi.

Nauka jazdy. Mniejsza krowa przywiazana do kierowcy uczy sie komend i poruszania po drodze.

Nauka jazdy. Mniejsza krowa przywiazana do kierowcy uczy sie komend i poruszania po drodze.

Zapomniawszy, ze jestem w Nikaragui i to w dodatku sam jade sobie pstrykajac raz po raz fotki tutejszych domow i ludzi. Mijam lokalny cmentarz, ktory wyroznia blask glazury pokrywajacej wiekszosc nagrobkow.

Brak przymrozkow umozliwia tutaj wykanczanie nagrobkow glazura w ladnych, jasnych odcieniach.

Brak przymrozkow umozliwia tutaj wykanczanie nagrobkow glazura w ladnych, jasnych odcieniach.

Po przejechaniu kilku km zatrzymuje mnie lokales i powiada, ze dalej jest juz peligroso – czyli niebezpiecznie. Znam te teksty juz z Panamy ale piekno okolicy i usmiechajacy sie do mnie ludzie w niczym nie przypominaja miejsc pamietanych z Colon czy Panamy. Zamieniam kilka zdan w jezyku hiszpansko-migowym i nie zwazajac na ostrzezenia goscia jade dalej z wywieszonym aparatem na szyji. Niestety po kilkuset metrach znow trafiam na informatora, ktory przekazuje mi rownie pouczajaca informacje. Do trzech razy sztuka, wiec po nastepnych kilkuset metrach poslusznie zawracam kupujac jeszcze u staruszki lokalne wypieki przypominajace nasze bulki drozdzowe z nadzieniem cukrowym.

Sprzedawczynie lokalnych wypiekow.

Sprzedawczynie lokalnych wypiekow.

Z tego co udalo mi sie zrozumiec zmierzalem w kierunku niebezpiecznej dzielnicy, ktora stala na drodze do pobliskiej plazy i nikt z turystow nie wybiera sie tedy w pojedynke a tym bardziej rowerem czy pieszo. Jezdza tu terenowe taksowki wozace surferow w ich miejsca. W kazdym razie powrocilem z przejazdzki caly co mozecie zobaczyc na ponizszych zdjeciach.

Nastepnego dnia dojezdzaja do nas penetratorki w pelnym skladzie. Reszta emerytow postanawia pojechac bezposrednio na wyspy Omete pe, na ktorych sie mamy spotkac nastepnego dnia. W miedzyczasie, nie tracac czasu, sprawdzamy lokalne atrakcje dla turystow. Sa quady po 15$/h, skutery wodne 80$/h, rowery 5$/dzien. Mozna tez pojechac na kilkugodziny rajd po okolicy, zip-line i nocne ogladanie przyplywajacych tutaj zolwi. Wybieramy ostatnia opcje jako najbardziej interesujaca i niepowtarzalna. Niestety czesc ekipy rozproszyla sie po miescinie i jedzie tylko 5 osob a dokladniej Ja z penetratorkami. Po kilkudziesieciu minutach udaje sie nam w koncu znalezc TAXI, ktore za 50$ deklaruje sie zawiezc nas na miejsce, poczekac i wrocic z kompletem. Wsiadamy do Hyunday’a w wersji sedan. Droga jednak wyglada na przejezdna tylko przez auta klasy 4×4. Jadac wczesniej rowerem powatpiewam w powodzenie tej wyprawy. Po 1,5 h docieramy jednak na miejsce pokonujac zaledwie 23km! Przekroczylismy 3 rzeki, kilka dolow szorujacych po podwoziu ale dotarlismy na plaze La Flor. Wjazd niestety kosztuje tutaj 10$ od osoby gdyz jest ona zarzadzana przez jakas instytucje chroniaca zolwie. Na strazy stala jednak tylko jedna zaba.

Bez biletow ani rusz!

Bez biletow ani rusz!

Nie zastanawiajac sie dluzej placimy i podazamy za przewodnikiem. Ciemnosci rozswietla tylko swiatlo ksiezyca i naszych latarek. Idziemy plaza, slychac tylko szum fal. Po kilkudziesieciu minutach spotyka nas wielka niespodzianka, samica skladajaca jaja do wykopanej kilka minut temu jamy na plazy. Wszyscy sa mocno podekscytowani bo jak wiecie nie kazdemu dane jest ogladac tak piekny widok. Caly porod trwa okolo godziny co skrzetnie fotografujemy a ja dodatkowo krece go kamera. Na koniec odprowadzamy zolwice do jej naturalnego domu czyli morza i wracamy do hotelu.

Mam nadzieje kochana zonko, ze nie bedziesz o nia zazdrosna...

Mam nadzieje kochana zonko, ze nie bedziesz o nia zazdrosna...

Warto rowniez zaznaczyc, ze taksowkarz rozwalil w koncu tlumik co dalo sie slyszec prze 2/3 trasy powrotnej. Czy pozostale czesci podwozia byly cale? Tego sie juz pewnie nigdy nie dowiemy.

Kostaryka – sladami Cizia Zyke

Posta zamontował Cojak dnia 4.11.2008

Po bezproblemowej przeprawie granicznej jestesmy na polwyspie Osa w Puerto Imenez, gdzie Cizia Zyke w latach 70 wydobywal zloto. Opisal to w swojej ksiazce, ktora ze soba zabralem. Niestety chetnych do czytania jest 4 x wiecej i mam nadzieje, ze oddam ja Zbysiowi cala.

Granica Panamy z Kostaryka bardziej przypomina targ czy dworzec niz to czy na prawde ejst.

Granica Panamy z Kostaryka bardziej przypomina targ czy dworzec niz to czy na prawde ejst.

Docieramy najpierw do Golfito skad wynajmujemy lodz i po ponad godzinnej przeprawie przez zatoke, zalani falami morza i calkowicie przemoknieci docieramy do Puerto Imenez. Docieramy tam do znanego juz nam wczesniej Amerykanina Crisa, ktory ukrywa sie tutaj od kilku lat. Za co, tego sie nikt nie dowie…

Najwazniejsze jednak jest to, ze standard hotelu przypomina europejskie standardy. Co prawda klimatyzacja poza sezonem jest wylaczona ale zupelnie to juz nikomu nie przeszkadza. 2 tygodnie w tutejszym klimacie przyzwyczailo nas do wysokich temperatur i duzej wilgotnosci.

Zarazeni opowiadaniami Cizia udajemy sie na poszukiwanie sladow jego obecnosci. W lokalnej knajpie, ktora prowadzi Boliwijczyk slyszeli o kims takim choc zapewne pod innym nazwiskiem, ktorego wtedy tutaj uzywal autor Zlota. Jest nawet posterunek policji ale z opisow mieszkancow zostal przeniesiony ze starego miejsca. Jak pozniej zobaczycie na zdjeciach udalo mi sie sfotografowac w dzungli pozostalosci jakiegos silnika, ktorego byc moze uzywali do plukania skal i ziemi. Byl tez stary traktor, ktorego wiek odpowiadal wydarzeniom tamtych czasow.

Nastepnego dnia decyduje sie pojechac do Parku Narodowego Corcovado. Dolaczaja do mnie Liq, Marko i Pablos. Od wejscia do parku dzieli nas jedyne 42km, ktore pokonujemy w 2,5h lokalnym autobusem przypominajacym do zludzenia wileka ciezarowke. Z tego powodu o maly wlos nie dotarlbym do parku gdyz stojac 2m od w/w pojazdu pytalem ludzi skad odjezdza autobus i gdzie go moge znalezc. Dopiero zobaczywszy, ze na pace siedza ludzie uswiadomilem sobie swoja sytuacje. Kupuje szybko bilet w 2 strony za jedyne 16$ i wskakuje na poklad. Droga do Carate, „miejscowosci”, ktora jest brama parku jest wyboista i miejscami dosc stroma. Brak asfaltu to pierwsza atrakcja, kilkanascie rzek, ktore w miedzyczasie przekraczamy czyni ja atrakcyjna i mimo wszelkich niewygod docieramy na miejsce zadowoleni.

Brama parku stala otworem

Brama parku stala otworem

Do parku dzieli nas jeszcze ok 3km, ktore musimy pokonac plaza. Widoki jakie sie przed nami rozposcieraja przypominaja te z filmow o King Kongu czy Jurajskim Parku. Piekna plaza o ciemnym, wulkanicznym zabarwieniu, palmy i fale oceanu. Niezapomniany widok. Dodatkowo smaczku dodaje „bezludnosc” miejsca. Tak, w tym rejonie jest tylko jeden kamping oraz administracja parku. W ciagu calego dnia spotykamy tylko starsze malzenstwo z Ameryki, izraelczykow i pracownikow parku. Oprocz szumu fal slychac tez spiew ptakow, wrzaski malp a w zasadzie cala dzungle bo nie sposob wylowic wszystkich odglosow. Juz na samym poczatku udaje mi sie dostrzec mrowkojada, ktory zmyka przed obiektywem aparatu na drzewo.

Na sciezce

Na sciezce

Docieramy do straznikow. Wjazd dla obcokrajowcow 10$, dla lokalesow 3 x mniej. Przelykam ciezko sline i wpisuje sie do ksiegi gosci. Jak sie pozniej okazalo, bylismy jedynymi polakami w tym pamietniku.

Trafiamy na szlak. Wg odrecznie narysowanej i kserowanej mapy mamy do przebycia 16km w jedna strone. Widoki, zwierzeta i wszystko pozostale co nas otacza sa jednak na tyle ciekawe, ze docieramy jedynie na 13, 14km. Rowniez z powodu przyplywu, ktory zablokowal przejscie na plazy nie mozemy dalej isc. Do odjazdu naszego „autobusu” pozostalo 4h wiec nie mamy za duzo czasu na rekonesans. W drodze powrotnej decydujemy sie na szybka, kapiel w oceanie. Jak czesc z Was pewnie wie, nie jest to najbezpieczniejsze miejsce do tego typu rozrywek gdyz wystepuja bardzo mocne prady i fale, ktore raz po raz naz miela z piaskiem.

Wystawa eksponatow

Wystawa eksponatow

Byc moze pozostalosci po poszukiwaczach zlota

Byc moze pozostalosci po poszukiwaczach zlota

ktore sluzyly do jego wydobywania

ktore sluzyly do jego wydobywania. Tutaj pozostalosci po silniku. Szkoda ze Cizia nie opisal go dokladniej byc moze dalby sie zidentyfikowac.

Fauna

Fauna

i wydawac by sie moglo ze flora

i wydawac by sie moglo ze flora

Wyprawa do Corcovado byla bardzo udana. Pozostala czesc chlopakow postanowila zostac na miejscu i penetrowac lokalne okolice. Czesc polowala na krokodyle, czesc jezdzila po okolicy wypozyczonymi rowerami. A standardowo pozostala czesc delektowala sie lokalnymi wyrobami alkoholowymi.

Po powrocie wieczorem grupa ustalila wyjazd nastepnego dnia o 5am do nastepnego miejsca pobytu. Mi jednak nie bylo to na reke i postanawiam zostac by poczuc klimat Imenez. Poglaskac krokodyle i …. a to bedzie niespodzianka jak przyjade. Moge tylko dodac, ze jest to zwiazane z taszczona przeze mnie ksiazka wspomnianego wyzej autora.

Tas tas, chodzcie na kurczaczka

Tas tas, chodzcie na kurczaczka

Leniwe skubance nie chcialy wyjsc z wody na skrzydelka kurczaka

Leniwe skubance nie chcialy wyjsc z wody na skrzydelka kurczaka

Docieram do reszty nastepnego dnia w San Isidro, skad mamy robic podejscie na wulkan Chirippo.

Rafting – wielki respekt dla wody

Posta zamontował Cojak dnia 2.11.2008

Kto byl na raftingu a nie zazyl kapieli podczas wypadniecia z pontonu w rwacym nurcie rzeki nie ma sie czym szczycic. Zwykle jest to splyw pontonem w grupach od 4 do 8 osob ze sternikiem, ktory wydajac komendy forward, backward, everyone on the left side itp. kieruje nim jak pojazdem z jednym wyjatkiem, brak w nim kierownicy.

Przygoda zaczela sie zupelnie niewinnie, dmuchanie pontonow, prelekcja sternika i zakladanie kamizelek z kaskami. Spokojny na poczatku nurt rzeki musial rozczarowac czesc z chlopakow, ktorzy zaliczyli juz Zambezi czy rzeki w nepalu i Peru.

Wklejam tu tekst Bogdana gdyz doskonale to ujal i opisal:

„Zalatwiamy rafting za 55 dolarow na rzece Chiriqui i chwile pozniej w grupie JB, Liq, Cojak, Marko, Sebus i Zbynek pedzimy autobusem ku przygodzie. Reszta zajmuje sie swoimi sprawami, glownie wyszukiwaniem i konsumpcja rekordowo taniego alkoholu. Po obfitych deszczach poziom wody znacznie sie podniosl, co powoduje ze pontony szybko nabieraja predkosci (plyniemy dwoma pontonami po 3 osoby + sternik asekurowani przez wlasciciela agencji na kajaku). Poczatkowo jest dosc spokojnie, natomiast pozniej po polaczeniu sie wiekszej ilosci rzek zaczyna byc coraz ciekawiej, poniewaz woda wciaz jest spieniona i jest mnostwo progow. W ramach cwiczen morskich w terenie ponton obsadzony przez nieustraszonych pomorzan pod kierownictwem wielkiego El pirato diablo – Marko, podstepnie i z zaskoczenia napada na ponton ziomali z gor i nizin, czego wynikiem sa cztery luzno plywajace osoby. Zbynka atak nie powiodl sie, poniewaz zle wymierzyl skok i wyladowal miedzy pontonami jak zaba z wielkim pluskiem. Sytuacja zmienia sie diametralnie kiedy doplywamy do wyjatkowo burzliwego progu. Ponton ziomali z gor i nizin nagle staje bokiem i wszyscy laduja w najwiekszym kotle spienionej wody. JB znika pod pontonem ktorzy przewrocil sie i przykryl go calkowicie. Liq wpada do wiru i zaczyna plywac w kolko jak na karuzeli. Cojak z przerazeniem w oczach rozpaczliwie wbija palce w skale i blady jak sciana patrzy blagalnie w strone asekurujacego kajakarza ktory zajety byl obsluga naszego aparatu. Grupa na drugim pontonie zdarzyla przyjac wszystkie zaklady kto wyjdzie z tej opresji z zyciem. Prowadzacy rafting zdali sobie sprawe z powagi sytuacji i rzucaja line Cojakowi ktory slabnie i zaczyna tonac. Liq wyrywa sie ze sniertelnego wiru resztka sil i zostaje uratowany przez ekipe drugiego pontonu, ktora wyraznie jest niezadowolona z tego ze musi brac udzial w akcji ratunkowej zamiast wygodnie obserwowac rozwoj wydarzen. W miejscu gdzie ostatni raz widziano JB pojawia sie reka macajaca sznur na pontonie po chwili on jako pierwszy wdrapuje sie na przewrocony ponton, caly czerwony z wysilku. Akcja zostaje opanowana i brakuje tylko dwoch wiosel ktore same poplynely gdzies w dal. Chlopakow wstrzasnela przygoda, szczegolnie Coja, ktory cieszy sie jak dziecko ze zyje. Zdarzenie to jest tematem goracych dyskusji naszych organizatorow raftingu ktorzy nie moga sie nadziwic jak ktos mogl tak gleboko wbic palce w skale. Wymeczeni i szczesliwi wracamy po 3 godzinach plywania. Wszystko zajelo nam 6 godzin razem z lunchem. Kiedy spotykamy sie z reszta towarzyszy czesc z nich jest juz w swoim wlasnym, weekendowym swiecie.”

Tuz przed wywrotka

Tuz przed wywrotka