Bienvenidos a Honduras!

To juz 4 panstwo, ktore mam przyjemnosc odwiedzic ale pierwsze, do ktorego wkraczam juz sam, bez reszty kompanów. Jednym ze skutkow ubocznych podrozowania samemu jest zdanie sie na lokalesow lub turystow, ktorzy pomoga w utrwaleniu mojej osoby w wazniejszych miejscach na fotce. I jak widac doskonale na zdjeciu ponizej, woznica wiozacy moj plecak przez granice mial wyrazne problemy z kadrowaniem.

Kryptoreklama przy okazji. Trzeba jakoś finansować podróże przecież.

Kryptoreklama przy okazji. Trzeba jakoś finansować podróże przecież.

Jak juz zaczalem pisac o trybie solo, to druga dosc istotna sprawa jest korzystanie z WC w pelnym rynsztunku. Bo jak wiecie lub sie domyslacie, kraje ktore opisuje nie naleza do zbyt bezpiecznych a powierzanie bagazu obcej osobie nie jest najlepszym pomyslem. Tak wiec, wyprawa do pisuaru z dwoma plecakami jest niezbedna co wiaze sie z wesolymi i ciekawskimi spojrzaniami odwiedzajacych te miejsca ziomkow gdyz miejscami brakuje przestrzeni na ” w tyl zwrot”.

Poza tymi dwoma niedogodnosciami podrozowania samemu pozostale to juz tylko sama przyjemnosc. Wzrasta niesamowicie poziom odbierania otoczenia, tego co dzieje sie wokol. Ludzie widzac samotnego turyste sa bardziej ufni i otwarci. Zapraszaja do swoich domow, chetniej podejmuja rozmowe. Poza tym mozna w koncu robic tylko i wylacznie to na co ma sie w danym momencie ochote nie zwazajac na opinie i miny reszty wspoltowarzyczy. Chce nocowac w tanim czy drogim hotelu to nocuje, chce pic tanie piwo to go szukam i pije, itp.

Wracam jednak do meritum bo czasu jak zwykle malo.

Z Leon w Nikaragui mialem jechac autobusem o 6:00 do przejscia granicznego z Hondurasem w miescinie o nazwie Guasaule. Niestety z niewiadomego mi powodu (brak dostatecznej znajomosci hiszpanskiego) kierowca wyprosil grzecznie garstke pasazerow i wskazal na alternatywny transport do oddalonej o zaledwie 30km Chinandegi skad mialem dopiero zlapac transport do granicy. Jak grzeczny chlopak z mapa Nikaragui w reku i calym majdanem pobieglem do schoolbusa. Po godzinie dotarlem do w/w miasta skad zlapalem autobus do granicy. Trase okolo 70km autobus pokonal w niespelna 2h! Tak, takie sa tutaj wzniesienia. Dlugosc podrozy rekompensuja coraz to nowe piekne widoki gor i wulkanow. Czasami roslinnosc (iglaki podobne so naszych sosen) i uksztaltowanie terenu (prawie jak Niskie Tatry w Slowacji) przypomina mi rodzinne strony i wczesniej odwiedzane Tatry w POlsce i Slowacji. Brak jedynie sniegu na wysokosciach powyzej 2500m.n.p.m.

Tutaj mijany wulkan San Cristobal 1745m.

Tutaj mijany wulkan San Cristobal 1745m.

Pożegnalne spojrzenie rodowitej Nikaraguanki. Złote oprawki na przednich zębach to obecny szczyt mody.

Pożegnalne spojrzenie rodowitej Nikaraguanki. Złote oprawki na przednich zębach to obecny szczyt mody.

Granica jak granica, wiecej straganow, konikow biegajacych z plikami pieniedzy i wzniecajacymi kurz ciezarowek. Dzieki uprzejmosci mojego woznicy, ktory prowadzi mnie wprost do punktu odpraw, nie spedzam tutaj zbyt duzo czasu.

Taksówki graniczne wśród cinkciarzy z plikami pieniedzy.

Taksówki graniczne wśród cinkciarzy z plikami pieniedzy.

Udaje mi sie nawet zlapac wygodny autobus dalekobiezny, ktory jak sie pozniej okazalo jechal do samej stolicy – Tegucigalpy. Ja jednak pytalem o miasto Choluteca (ok 50km od granicy) skad mialem lapac dopiero wlasciwy transport do stolicy. Zdziwil mnie tez fakt, ze zaplacilem za bilet prawie 6$ co jak na taki krotki odcinek trasy jest mocna przesada. Szybko jednak zostalem wyprowadzony z bledu w momencie proby opuszczenia autokaru w CHolutece. Kierowca na poczatku byl bardzo zdziwiony dlaczego kaze mu otworzyc luk bagazowy w celu wypakowania plecaka. Mowil cos do mnie ze zdziwiona mina kilka razy ale niestety bez mojej wzajemnosci. Niechetnie otworzyl luk i podal mi moja mocille (plecak po hiszpansku). W ostatnim momencie gdy nadlatujacy taksowkarz zapytal czy chce jechac do stolicy, na moje tak, kierowce autobusu nagle olsnilo a potem mnie, jak zlapal moj plecak i z powrotem pakujac go do luku wypowiedzial magiczne slowo Tegucigalpa. Teraz juz wiedzialem, ze te 6$ nie zostalo wydane tylko za luksus ale za prawie 300km drogi jaka przebylem w nastepne 7h! W miedzyczasie w 1/3 trasy, wysoko w gorach na kretej drodze autobus stracil kawalek silnika a dokladnie glowicy, ktora rozleciala sie w kawalkach po asfalcie skropiona czarnym, dymiacym olejem. Szczescie jednak mnie nie opuszczalo i po okolo 30 minutach udalo sie zlapac inny, przejezdzajacy w tym samym kierunku autobus. Zrobila sie od razu kolejka do wejscia gdyz kazdemu zalezalo na dotarciu do celu. Niestety weszlo tylko 35! osob, gdyz tyle udalo sie wepchnac do juz pelnego autobusu. I tak w 87 osob jechalem do stolicy Hondurasu. Tlok stworzyl naturalne oparcie w ludziach i wbrew pozostalej do pokonania odleglosci czas minal szybko i ciekawie.

Przez prawie 1000km, przejechanych drogami Hondurasu, można podziwiać takie widoki.

Przez prawie 1000km, przejechanych drogami Hondurasu, można podziwiać takie widoki.

Do Tegucigalpy docieram jeszcze przed zmrokiem. Znajduje szybko hotel i lapiej taxi w celu szybkiego objazdu miasta i jego najciekawszych miejsc. Z opisow Lonely Planet, znajomego Ryska z Ustronia i innych backpackersow miastu nie warto poswiecac wiecej niz kilku godzin co i tez czynie jadac tylko do parkow i czesci starszych dzielnic polozonych na wzgorzach. Dzieki uksztaltowaniu terenu i zmrokowi rozposciera sie ladny widok tworzony przez setki lamp i swiatel polozonych nizej czesci miasta.

Zerwany asfalt i podmyte drogi to norma po porze deszczowej. Jeśli można mówić o niebezpieczeństwie w krajach środka to takie widoki się niewątpliwie do tego zaliczają.

Zerwany asfalt i podmyte drogi to norma po porze deszczowej. Jeśli można mówić o niebezpieczeństwie w krajach środka to takie widoki się niewątpliwie do tego zaliczają. (niestety zdjęcie zrobione z ok 2km stąd brak szczegółów. Czynny tylko jeden pas-wewnętrzny a w zasadzie jego pozostałość. Poniżej ekipa remontowa wzmacniająca urwisko, które lada moment może się obsunąć.

Place taksiscie 5$ za godzinna przejazdzke i wskakuje do baru, ktory jest tuz obok hotelu. Majac caly czas swiadomosc przebywania w obcym i badz co badz jednym z najniebezpieczniejszych miast swiata, rozgladam sie caly czas wokolo idac jednak pewnym, zdecydowanym krokiem. Kraty w barze przypominaja mi po raz kolejny o charakterze miejsca. Atmosfera jak i kliencji sa jednak duzo bardziej pozytywne od moich skojarzen co skutkuje pierwsza degustacja lokalnych piw Salva Vida i Imperial. Oczywiscie ja nie widze zadnej roznicy w przeciwienstwie do lokalnych wyznawcow jednego czy drugiego trunku. Nie zwazajac na przeciwnikow stanowczo stwierdzam wyzszosc Imperiala i dziekuje wszystkim za mila pogawedke w jezyku hiszpansko-migowym oczywiscie, choc juz z coraz wiekszym udzialem jezyka niz rak. To nastepny pozytywny aspekt podrozowania samemu.

Krótki odpoczynek w Parku La Concordia.

Krótki odpoczynek w Parku La Concordia.

Opisywany wcześniej bar czynny do 2AM, stąd pewnie te kraty.

Opisywany wcześniej bar czynny do 2AM, stąd pewnie te kraty.

Zapewne najdroższe apartamenty bo nad brzegiem rzeki.

Zapewne najdroższe apartamenty bo nad brzegiem rzeki.

Spanko i postanawiam skierowac sie na północny-wschod czyli na Karaiby a dokladnie do miejscowosci La Ceiba skad zdecyduje na ktora wyspe sie wybrac. Przewodniki bowiem opisuja 3 wyspy Utila, Roatan i Guanaja. Pierwsza reklamowana jako najtansza a co za tym idzie nastawiona na oszczednego turyste plecakowca. Roatan z kolei cieszy sie najlepsza opinia zarowno pod wzgledem krajobrazowym jak i otaczajaca go rafa koralowa. Guanaja, polozona najdalej na wschod wyspa nie oferuje nic wiecej od pozostalych.

Ale po kolei. Ze stolicy podobna sytuacja jak w Leon. Wstaje specjalnie o 5AM by przy sprzyjajacych warunkach zdazyc w LA Ceiba na prom na wyspe o 2PM. Niestety po przybyciu na terminal El Rey dowiaduje sie, ze autobus nie wyjedzie o 6 ale o 6:30 lub nawet 7:00!! Ostudzilo to moje zapaly dotarcia w tym samym dniu na wyspe i zmusilo do wprowadzenia korekty planu. Znajac juz panujace tutaj lokalne obyczaje zapodaje przed odjazdem zimnego hot-doga a raczej cold-doga czekajac na pierwszy postoj autobusu przy przydroznej restauracji. I nie zawiodlem sie juz po raz kolejny. Przerwa na siku i cieply obiadek lub co kto woli. Trzeba jednak pilnowac caly czas autokaru a najlepiej sledzic wzrokiem jego kierowce. Wtedy ma sie pewnosc, ze nie odjedzie tak jak to bylo w Kostaryce. Wtedy jednak bylem jeszcze z grupa, ktorej siedzaca wewnatrz czesc krzyczac na proawdzacego autobus zatrzymala go kilkaset metrow za parkingiem. To wystarczylo by nauczyc kazdego z nas czujnosci na przyszlosc.

A czego ten pan tak pilnuje? Pustych lodówek?

A czego ten pan tak pilnuje? Pustych lodówek?

Docieram do San Pedro Sula. 2 czy 3 najwiekszego miasta w Hondurasie. Najwiekszy jest niewatpliwie termianl autobusowy przypominajacy bardziej lotniczy. Wnetrza wykonane w nowoczesnym stylu z licznymi galeriami i sklepami. Nie brakuje jednak wykrzykujacych nazwy miast naganiaczy. Kupuje w pierwszej napotkanej kasie w moim kierunku bilet do La Ceiba. Miasteczka polozonego tuz nad brzegiem morza skad odplywaja promy na Utile i Roatan. Okazuje sie znow, ze autobus kursuje co druga zaznaczona godzine i mam kolejne 40 minut na pollo (kurczak) z ryzem i surowka. Do tego wszechobecna Coca-Cola i dziekuje.

Wycinek PKS-u w San Pedro Sula

Wycinek PKS-u w San Pedro Sula

O jedzenie w czasie podróży nie ma się co martwić. Na każdym postoju jest pełny wybór owoców, dań z kurczaka i napojów. Piękne to jest, na prawdę.

O jedzenie w czasie podróży nie ma się co martwić. Na każdym postoju jest pełny wybór owoców, dań z kurczaka i napojów. Piękne to jest, na prawdę.

Do La Ceiba docieram z godzinnym opoznienim gdyz kierowca zabieral po drodze wszystkich i ze wszystkim. Najdluzszy postoj wyniosl 20 minut. W tym czasie kilku murzynow wnioslo do srodka autobusu okolo 30 workow wielkosci naszych na ziemniaki 50kg. Drugie tyle ladowali do lukow bagazowych. Brakowalo mi tylko kur i swin w srodku do pelni szczescia. Te przynajmniej by cos „mowily”.

Nocuje w hotelu nad samym morzem, doslownie 10m od plazy. Znuzony calodniowa jazda udaje sie do atrakcyjnie wygladajacej nadbrzeznej restauracji. Prowadzi ja Honduraska wraz z mezem Amerykaninem. Poznajac moja narodowosc nie kryje zdziwienia i radosci, i przedstawia mnie swoim znajomym z USA. Krotkie intreview, znow sie dowiaduje o czyichs polskich korzeniach i siadamy do wspolnej kolacji. Na moje zyczenie dostaje rybe przyrzadzana na lokalny, karaibski sposob z sosem kokosowym. W koncu jestem nad morzem!

Uroki okresu poza sezonowego, cisza, plaża praktycznie na wyłączność i ta pogoda 25-30C!

Uroki okresu poza sezonowego, cisza, plaża praktycznie na wyłączność i ta pogoda 25-30C!

Dalsze godziny mijaja jeszcze ciekawiej. Kelnerki Jenny i Nivida, na wyrazna prosbe wlascicielki towarzysza mi przez kolejne 4h, ktore spedzamy na nauczaniu mnie j. hiszpanskiego. Lekcje na migi i na podstawie skojarzen znam jeszcze z Callana ale tutaj byly one okraszone dodatkowo swojskim, lokalnym klimatem. % przyswojonego materialu moge okreslic na ok 80 i jak dla mnie jest to najszybsza forma nauczenia sie obcego jezyka. Nie wiem co by bylo gdyby kelnerki byly kelnerami ale ta mysl jakos mnie specjalnie nie dreczy.

Podczas rozmowy z Amerykanami dowiaduje sie, ze na wyspie Roatan jeszcze kilka dni temu byly strajki z powodu gwaltownego wzrostu cen energii elektrycznej. Przez kilkadziesiat dni nie kursowal tam prom a turysci mieli ogromne problemy z wydostaniem sie z wyspy. To jednak nie powstrzymalo mnie od decyzji poplyniecia wlasnie na te wyspe opisywana jako jedna z najpiekniejszymi plazami na swiecie.

Comments are closed.