Kostaryka – sladami Cizia Zyke

Po bezproblemowej przeprawie granicznej jestesmy na polwyspie Osa w Puerto Imenez, gdzie Cizia Zyke w latach 70 wydobywal zloto. Opisal to w swojej ksiazce, ktora ze soba zabralem. Niestety chetnych do czytania jest 4 x wiecej i mam nadzieje, ze oddam ja Zbysiowi cala.

Granica Panamy z Kostaryka bardziej przypomina targ czy dworzec niz to czy na prawde ejst.

Granica Panamy z Kostaryka bardziej przypomina targ czy dworzec niz to czy na prawde ejst.

Docieramy najpierw do Golfito skad wynajmujemy lodz i po ponad godzinnej przeprawie przez zatoke, zalani falami morza i calkowicie przemoknieci docieramy do Puerto Imenez. Docieramy tam do znanego juz nam wczesniej Amerykanina Crisa, ktory ukrywa sie tutaj od kilku lat. Za co, tego sie nikt nie dowie…

Najwazniejsze jednak jest to, ze standard hotelu przypomina europejskie standardy. Co prawda klimatyzacja poza sezonem jest wylaczona ale zupelnie to juz nikomu nie przeszkadza. 2 tygodnie w tutejszym klimacie przyzwyczailo nas do wysokich temperatur i duzej wilgotnosci.

Zarazeni opowiadaniami Cizia udajemy sie na poszukiwanie sladow jego obecnosci. W lokalnej knajpie, ktora prowadzi Boliwijczyk slyszeli o kims takim choc zapewne pod innym nazwiskiem, ktorego wtedy tutaj uzywal autor Zlota. Jest nawet posterunek policji ale z opisow mieszkancow zostal przeniesiony ze starego miejsca. Jak pozniej zobaczycie na zdjeciach udalo mi sie sfotografowac w dzungli pozostalosci jakiegos silnika, ktorego byc moze uzywali do plukania skal i ziemi. Byl tez stary traktor, ktorego wiek odpowiadal wydarzeniom tamtych czasow.

Nastepnego dnia decyduje sie pojechac do Parku Narodowego Corcovado. Dolaczaja do mnie Liq, Marko i Pablos. Od wejscia do parku dzieli nas jedyne 42km, ktore pokonujemy w 2,5h lokalnym autobusem przypominajacym do zludzenia wileka ciezarowke. Z tego powodu o maly wlos nie dotarlbym do parku gdyz stojac 2m od w/w pojazdu pytalem ludzi skad odjezdza autobus i gdzie go moge znalezc. Dopiero zobaczywszy, ze na pace siedza ludzie uswiadomilem sobie swoja sytuacje. Kupuje szybko bilet w 2 strony za jedyne 16$ i wskakuje na poklad. Droga do Carate, „miejscowosci”, ktora jest brama parku jest wyboista i miejscami dosc stroma. Brak asfaltu to pierwsza atrakcja, kilkanascie rzek, ktore w miedzyczasie przekraczamy czyni ja atrakcyjna i mimo wszelkich niewygod docieramy na miejsce zadowoleni.

Brama parku stala otworem

Brama parku stala otworem

Do parku dzieli nas jeszcze ok 3km, ktore musimy pokonac plaza. Widoki jakie sie przed nami rozposcieraja przypominaja te z filmow o King Kongu czy Jurajskim Parku. Piekna plaza o ciemnym, wulkanicznym zabarwieniu, palmy i fale oceanu. Niezapomniany widok. Dodatkowo smaczku dodaje „bezludnosc” miejsca. Tak, w tym rejonie jest tylko jeden kamping oraz administracja parku. W ciagu calego dnia spotykamy tylko starsze malzenstwo z Ameryki, izraelczykow i pracownikow parku. Oprocz szumu fal slychac tez spiew ptakow, wrzaski malp a w zasadzie cala dzungle bo nie sposob wylowic wszystkich odglosow. Juz na samym poczatku udaje mi sie dostrzec mrowkojada, ktory zmyka przed obiektywem aparatu na drzewo.

Na sciezce

Na sciezce

Docieramy do straznikow. Wjazd dla obcokrajowcow 10$, dla lokalesow 3 x mniej. Przelykam ciezko sline i wpisuje sie do ksiegi gosci. Jak sie pozniej okazalo, bylismy jedynymi polakami w tym pamietniku.

Trafiamy na szlak. Wg odrecznie narysowanej i kserowanej mapy mamy do przebycia 16km w jedna strone. Widoki, zwierzeta i wszystko pozostale co nas otacza sa jednak na tyle ciekawe, ze docieramy jedynie na 13, 14km. Rowniez z powodu przyplywu, ktory zablokowal przejscie na plazy nie mozemy dalej isc. Do odjazdu naszego „autobusu” pozostalo 4h wiec nie mamy za duzo czasu na rekonesans. W drodze powrotnej decydujemy sie na szybka, kapiel w oceanie. Jak czesc z Was pewnie wie, nie jest to najbezpieczniejsze miejsce do tego typu rozrywek gdyz wystepuja bardzo mocne prady i fale, ktore raz po raz naz miela z piaskiem.

Wystawa eksponatow

Wystawa eksponatow

Byc moze pozostalosci po poszukiwaczach zlota

Byc moze pozostalosci po poszukiwaczach zlota

ktore sluzyly do jego wydobywania

ktore sluzyly do jego wydobywania. Tutaj pozostalosci po silniku. Szkoda ze Cizia nie opisal go dokladniej byc moze dalby sie zidentyfikowac.

Fauna

Fauna

i wydawac by sie moglo ze flora

i wydawac by sie moglo ze flora

Wyprawa do Corcovado byla bardzo udana. Pozostala czesc chlopakow postanowila zostac na miejscu i penetrowac lokalne okolice. Czesc polowala na krokodyle, czesc jezdzila po okolicy wypozyczonymi rowerami. A standardowo pozostala czesc delektowala sie lokalnymi wyrobami alkoholowymi.

Po powrocie wieczorem grupa ustalila wyjazd nastepnego dnia o 5am do nastepnego miejsca pobytu. Mi jednak nie bylo to na reke i postanawiam zostac by poczuc klimat Imenez. Poglaskac krokodyle i …. a to bedzie niespodzianka jak przyjade. Moge tylko dodac, ze jest to zwiazane z taszczona przeze mnie ksiazka wspomnianego wyzej autora.

Tas tas, chodzcie na kurczaczka

Tas tas, chodzcie na kurczaczka

Leniwe skubance nie chcialy wyjsc z wody na skrzydelka kurczaka

Leniwe skubance nie chcialy wyjsc z wody na skrzydelka kurczaka

Docieram do reszty nastepnego dnia w San Isidro, skad mamy robic podejscie na wulkan Chirippo.

Comments are closed.