Nicaragua

W nowym skladzie: Lukas, Inka, Pablos, Olo i ja jedziemy na granice z Nikaragua. Reszta emerytow postanowila zostac jeszcze jeden dzien w Kostaryce w miejscowosci El Coco, ktora okazala sie dla nas kolejnym, przereklamowanym miejscem turystycznym. Nieciekawa plaza, miasteczko naszpikowane straganami z suwenirami. Kilka restauracyjek, fast food’ow, bankomat i masa hoteli po 10-15$ za osobe.

W godzinach poludniowych przekraczamy granice Kostaryki z Nikaragua w miejscowosci Penas Blancas. Standardowo na granicach miedzy panstwami ameryki srodkowej panuje wszechobecny haos. Dodatkowo roznosza sie tumany kurzu od przejezdzajacych tedy dziesiatek ciezarowek. Placimy po 7$ za glowe i wymieniamy $$ na tutejsze Cordoba. Znow trzeba sie bedzie przestawic na inny mnoznik. 1$=19,53 Cordoba podczas gdy w Kostaryce 1$=550 Colon.

Zadowoleni z wygodnego srodka transportu w drodze do San Juan Del Sur

Zadowoleni z wygodnego srodka transportu w drodze do San Juan Del Sur

Lapiemy taksowke gdyz autobusy maja juz dzisiaj wolne. Targujemy sie naszymi metodami i zbijamy cene z 60$ do 15$ za auto. Podchodzac do auta troche niedowierzam, ze 5 roslych chlopa zmiesci sie do auta i bedzie w stanie sie nim dalej sprawnie poruszac. Uspakaja mnie jednak Lukas tlumaczac, ze w Pakistanie na przednim fotelu zmiescila by sie jeszcze jedna osoba. Docieramy po ok 40 minutach do pieknie polozonej miejscowosci San Huan Del Sur.

Tak nas przywitala miescinka

Tak nas przywitala miescinka

Wita nas ona przepieknym zachodem slonca, ktory udaje mi sie uchwycic w jego ostatnim momencie. Slonce zachodzi tutaj doslownie w 3 minuty. San Juan Del Sur to typowa wioska dla surferow, ktorych jest tu dosc sporo o tej porze roku momo okresu miedzysezonowego.

Zycie miasta

Zycie miasta

Dla nas, bialasow, pogoda jest wystarczajaca bo powyzej 30C w cieniu. Na otaczajacych zatoke wzgorzach widac luksusowe apartamenty. W miescie jest mnostwo hoteli klasy turystycznej, ktorych cena za osobe nie przekracza 5$. Po kilkudziesieciu minutach wybieramy najbardziej nam odpowiadajacy. Pokoje z lazienkami, w miare czysto jak na tutejsze wymagania. Hospedaje Don Wilfredo, tak nazywa sie nasze nowe lokum.

Mylace fronty hoteli kryja w srodku odmienne od naszych standardy

Mylace fronty hoteli kryja w srodku odmienne od naszych standardy

Aneks kuchenny, w ktorym przygotowuje sobie pierwsze sniadanko po przyjezdzie

Aneks kuchenny, w ktorym przygotowuje sobie pierwsze sniadanko po przyjezdzie

Z racji iz kazdy z nas ma inne zmysly percepcji postanawiam sie jak zwykle oderwac od reszty. Wypozyczam rower i jade w kierunku jednej z tutejszych plaz dla surferow. Skrecam w boczna droge nawigujac wg slonca gdzie konczy sie asfalt. Okolica na pozor spokojna, domostwa lokalnych mieszkancow tetnia zyciem.

Dzieciaki same prosily sie do obiektywu

Dzieciaki same prosily sie do obiektywu

Toczy sie prawdziwe zycie na wsi.

Nauka jazdy. Mniejsza krowa przywiazana do kierowcy uczy sie komend i poruszania po drodze.

Nauka jazdy. Mniejsza krowa przywiazana do kierowcy uczy sie komend i poruszania po drodze.

Zapomniawszy, ze jestem w Nikaragui i to w dodatku sam jade sobie pstrykajac raz po raz fotki tutejszych domow i ludzi. Mijam lokalny cmentarz, ktory wyroznia blask glazury pokrywajacej wiekszosc nagrobkow.

Brak przymrozkow umozliwia tutaj wykanczanie nagrobkow glazura w ladnych, jasnych odcieniach.

Brak przymrozkow umozliwia tutaj wykanczanie nagrobkow glazura w ladnych, jasnych odcieniach.

Po przejechaniu kilku km zatrzymuje mnie lokales i powiada, ze dalej jest juz peligroso – czyli niebezpiecznie. Znam te teksty juz z Panamy ale piekno okolicy i usmiechajacy sie do mnie ludzie w niczym nie przypominaja miejsc pamietanych z Colon czy Panamy. Zamieniam kilka zdan w jezyku hiszpansko-migowym i nie zwazajac na ostrzezenia goscia jade dalej z wywieszonym aparatem na szyji. Niestety po kilkuset metrach znow trafiam na informatora, ktory przekazuje mi rownie pouczajaca informacje. Do trzech razy sztuka, wiec po nastepnych kilkuset metrach poslusznie zawracam kupujac jeszcze u staruszki lokalne wypieki przypominajace nasze bulki drozdzowe z nadzieniem cukrowym.

Sprzedawczynie lokalnych wypiekow.

Sprzedawczynie lokalnych wypiekow.

Z tego co udalo mi sie zrozumiec zmierzalem w kierunku niebezpiecznej dzielnicy, ktora stala na drodze do pobliskiej plazy i nikt z turystow nie wybiera sie tedy w pojedynke a tym bardziej rowerem czy pieszo. Jezdza tu terenowe taksowki wozace surferow w ich miejsca. W kazdym razie powrocilem z przejazdzki caly co mozecie zobaczyc na ponizszych zdjeciach.

Nastepnego dnia dojezdzaja do nas penetratorki w pelnym skladzie. Reszta emerytow postanawia pojechac bezposrednio na wyspy Omete pe, na ktorych sie mamy spotkac nastepnego dnia. W miedzyczasie, nie tracac czasu, sprawdzamy lokalne atrakcje dla turystow. Sa quady po 15$/h, skutery wodne 80$/h, rowery 5$/dzien. Mozna tez pojechac na kilkugodziny rajd po okolicy, zip-line i nocne ogladanie przyplywajacych tutaj zolwi. Wybieramy ostatnia opcje jako najbardziej interesujaca i niepowtarzalna. Niestety czesc ekipy rozproszyla sie po miescinie i jedzie tylko 5 osob a dokladniej Ja z penetratorkami. Po kilkudziesieciu minutach udaje sie nam w koncu znalezc TAXI, ktore za 50$ deklaruje sie zawiezc nas na miejsce, poczekac i wrocic z kompletem. Wsiadamy do Hyunday’a w wersji sedan. Droga jednak wyglada na przejezdna tylko przez auta klasy 4×4. Jadac wczesniej rowerem powatpiewam w powodzenie tej wyprawy. Po 1,5 h docieramy jednak na miejsce pokonujac zaledwie 23km! Przekroczylismy 3 rzeki, kilka dolow szorujacych po podwoziu ale dotarlismy na plaze La Flor. Wjazd niestety kosztuje tutaj 10$ od osoby gdyz jest ona zarzadzana przez jakas instytucje chroniaca zolwie. Na strazy stala jednak tylko jedna zaba.

Bez biletow ani rusz!

Bez biletow ani rusz!

Nie zastanawiajac sie dluzej placimy i podazamy za przewodnikiem. Ciemnosci rozswietla tylko swiatlo ksiezyca i naszych latarek. Idziemy plaza, slychac tylko szum fal. Po kilkudziesieciu minutach spotyka nas wielka niespodzianka, samica skladajaca jaja do wykopanej kilka minut temu jamy na plazy. Wszyscy sa mocno podekscytowani bo jak wiecie nie kazdemu dane jest ogladac tak piekny widok. Caly porod trwa okolo godziny co skrzetnie fotografujemy a ja dodatkowo krece go kamera. Na koniec odprowadzamy zolwice do jej naturalnego domu czyli morza i wracamy do hotelu.

Mam nadzieje kochana zonko, ze nie bedziesz o nia zazdrosna...

Mam nadzieje kochana zonko, ze nie bedziesz o nia zazdrosna...

Warto rowniez zaznaczyc, ze taksowkarz rozwalil w koncu tlumik co dalo sie slyszec prze 2/3 trasy powrotnej. Czy pozostale czesci podwozia byly cale? Tego sie juz pewnie nigdy nie dowiemy.

Comments are closed.