Rafting – wielki respekt dla wody

Kto byl na raftingu a nie zazyl kapieli podczas wypadniecia z pontonu w rwacym nurcie rzeki nie ma sie czym szczycic. Zwykle jest to splyw pontonem w grupach od 4 do 8 osob ze sternikiem, ktory wydajac komendy forward, backward, everyone on the left side itp. kieruje nim jak pojazdem z jednym wyjatkiem, brak w nim kierownicy.

Przygoda zaczela sie zupelnie niewinnie, dmuchanie pontonow, prelekcja sternika i zakladanie kamizelek z kaskami. Spokojny na poczatku nurt rzeki musial rozczarowac czesc z chlopakow, ktorzy zaliczyli juz Zambezi czy rzeki w nepalu i Peru.

Wklejam tu tekst Bogdana gdyz doskonale to ujal i opisal:

„Zalatwiamy rafting za 55 dolarow na rzece Chiriqui i chwile pozniej w grupie JB, Liq, Cojak, Marko, Sebus i Zbynek pedzimy autobusem ku przygodzie. Reszta zajmuje sie swoimi sprawami, glownie wyszukiwaniem i konsumpcja rekordowo taniego alkoholu. Po obfitych deszczach poziom wody znacznie sie podniosl, co powoduje ze pontony szybko nabieraja predkosci (plyniemy dwoma pontonami po 3 osoby + sternik asekurowani przez wlasciciela agencji na kajaku). Poczatkowo jest dosc spokojnie, natomiast pozniej po polaczeniu sie wiekszej ilosci rzek zaczyna byc coraz ciekawiej, poniewaz woda wciaz jest spieniona i jest mnostwo progow. W ramach cwiczen morskich w terenie ponton obsadzony przez nieustraszonych pomorzan pod kierownictwem wielkiego El pirato diablo – Marko, podstepnie i z zaskoczenia napada na ponton ziomali z gor i nizin, czego wynikiem sa cztery luzno plywajace osoby. Zbynka atak nie powiodl sie, poniewaz zle wymierzyl skok i wyladowal miedzy pontonami jak zaba z wielkim pluskiem. Sytuacja zmienia sie diametralnie kiedy doplywamy do wyjatkowo burzliwego progu. Ponton ziomali z gor i nizin nagle staje bokiem i wszyscy laduja w najwiekszym kotle spienionej wody. JB znika pod pontonem ktorzy przewrocil sie i przykryl go calkowicie. Liq wpada do wiru i zaczyna plywac w kolko jak na karuzeli. Cojak z przerazeniem w oczach rozpaczliwie wbija palce w skale i blady jak sciana patrzy blagalnie w strone asekurujacego kajakarza ktory zajety byl obsluga naszego aparatu. Grupa na drugim pontonie zdarzyla przyjac wszystkie zaklady kto wyjdzie z tej opresji z zyciem. Prowadzacy rafting zdali sobie sprawe z powagi sytuacji i rzucaja line Cojakowi ktory slabnie i zaczyna tonac. Liq wyrywa sie ze sniertelnego wiru resztka sil i zostaje uratowany przez ekipe drugiego pontonu, ktora wyraznie jest niezadowolona z tego ze musi brac udzial w akcji ratunkowej zamiast wygodnie obserwowac rozwoj wydarzen. W miejscu gdzie ostatni raz widziano JB pojawia sie reka macajaca sznur na pontonie po chwili on jako pierwszy wdrapuje sie na przewrocony ponton, caly czerwony z wysilku. Akcja zostaje opanowana i brakuje tylko dwoch wiosel ktore same poplynely gdzies w dal. Chlopakow wstrzasnela przygoda, szczegolnie Coja, ktory cieszy sie jak dziecko ze zyje. Zdarzenie to jest tematem goracych dyskusji naszych organizatorow raftingu ktorzy nie moga sie nadziwic jak ktos mogl tak gleboko wbic palce w skale. Wymeczeni i szczesliwi wracamy po 3 godzinach plywania. Wszystko zajelo nam 6 godzin razem z lunchem. Kiedy spotykamy sie z reszta towarzyszy czesc z nich jest juz w swoim wlasnym, weekendowym swiecie.”

Tuz przed wywrotka

Tuz przed wywrotka

Comments are closed.